Wojna o Harrisona
O ulicy cichego Beatlesa zrobiło się naprawdę głośno. Wczoraj mówiła o niej telewizja TVN24, a stołeczna “Gazeta Wyborcza” na drugiej stronie opublikowała duży tekst na jej temat. Dziś rano reportaż wyemitowała radiowa Trójka. Sprawa więc stała się problemem ogólnopolskim. Co się dzieje?
Polecam na początek lekturę wczorajszego tekstu z “Gazety Wyborczej”. Zwróćcie również uwagę na znajdującą się po lewej stronie sondę – aż 86% osób popiera ulicę Harrisona w Warszawie. Zespół Nazewnictwa Miejskiego wytoczył natomiast sporej wielkości działa. Co o tym sądzę?
Przede wszystkim w w/w artykule znalazłem 2 wypowiedzi, które mnie zabolały. Pierwsza to zdanie pani Hanny Szwankowskiej zasiadającej w Zespole, która stwierdziła:
“Nawet nie bardzo wiem, kto to był ten Harrison. Opinia była negatywna chyba dlatego, że ma zbyt małe związki z naszą stolicą.” Smutne i bolesne dla mnie jest, że osoby zasiadające w Zespole nie zadają sobie nawet tyle trudu, aby zapoznać się z biografią potencjalnego patrona. Akcja z ulicą Harrisona kosztuje wszystkich w nią zaangażowanych (mnie, dziennikarzy, fanów The Beatles, wiceburmistrza Rzońcę) wiele czasu i energii. Okazuje się jednak, że przedstawiciele Zespołu, którzy wydają opinię, podejmują decyzję nawet nie bardzo wiedząc o jej przyczynach. To smutne. Smutne tym bardziej, że pani Hanna Szwankowska mogłaby odnaleźć w biografii Harrisona wiele pięknych kart – one zapewne pozwoliłyby podejmować decyzję z większą wiedzą. Czuję więc, że nasz wysiłek został zniweczony przez zwyczajny brak zainteresowania.
Ogromnym zdziwieniem przepełniła mnie wypowiedź radnej Olgi Johann, która powiedziała: “To nie dotyczy faceta, bo co nam przeszkadza Harrison? Wręcz przeciwnie, sympatyczny był i warto sobie przypomnieć, jak śpiewał. Ale wybrali dla niego tak idiotyczne miejsce, że aż wstyd. Oglądaliśmy na planie Warszawy, to jakieś zakole. Fakt, że blisko Lennona, więc to nawet trzymałoby się kupy, ale może znajdą coś lepszego kawałek dalej.” Pani radna była więc łaskawa określić lokalizację którą wybrałem mianej “tak idiotycznej, że aż wstyd”. Otóż szanowna Pani! Nie jest mi wstyd. Nie jest mi wstyd również po zapoznaniu się z historią tego miejsca. Wstyd nie było też zapewne osobom, które nazwały imieniem Johna Lennona istniejącą już w Warszawie ulicę. Zapraszam Panią na spacer po ulicy – przekona się pani, że choć nie jest ona długa, to jest zadbana, cicha, spokojna – wiele mniejszych kawałków Warszawy otrzymało już swoje imię. Nie mogę się zgodzić również ze stwierdzeniem, że przyszła ulica jest zakolem. Jest prosta i pogodna. Zapraszam.
Nie mogę też zgodzić się z opinią, że Harrison to nieodpowiedni patron dla ulicy położonej w miejscu naznaczonym krwią walczących za Ojczyznę. Myślę, że ideą tej walki było sprawienie, że Polska stanie się spokojnym, bezpiecznym, sprawiedliwym, wypełnionym dobrem i radością krajem. Dziś, jako przedstawiciel generacji osób urodzonych w latach 80-tych, mogę się cieszyć życiem w takim Kraju – również dzięki ogromnej ofierze tych, którzy za ten kraj umierali. Polska w roku 2010 jest krajem (przy wszystkich jej wadach) właśnie spokojnym i bezpiecznym, jest też krajem będącym członkiem wspólnoty demokratycznych państw świata. Beatlesi, w tym Harrison, dla całego świata są jednym z fundamentów współczesnej kultury muzycznej. Jako nowoczesny, demokratyczny i otwarty kraj, powinniśmy umieć to uznać składając hołd członkom najsłynniejszej grupy muzycznej w historii. Harrisonowi szczególnie bliskie były pokój, dobro, miłość – pozytywne wartości pozwalające budować przyszłość. Właśnie dlatego powinniśmy nazwać ulicę jego imieniem. A jeśli ktoś ma wątpliwość czy Harrison posiadał ku temu odpowiednie kwalifikacje moralne, przytoczę tylko jeden, mój ulubiony, cytat autorstwa George’a: “Wszystko może poczekać, ale szukanie Boga nie może czekać.”
“Tylko czy rzeczywiście powinniśmy upamiętniać wszystkich Beatlesów po kolei?” – spytał Jarosław Zieliński z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego.
Odpowiem.
Tak, powinniśmy.
P.S. A wczoraj przechadzając się ulicą zauważyłem, że ktoś zerwał plakat znajdujący się na jej skrzyżowaniu z ulicą Jazdów. Szkoda.
Tagi: Gazeta Wyborcza, George Harrison, Trójka, ulica George'a Harrisona, Warszawa, Zespół Nazewnictwa Miejskiego

Dzisiaj dyrektor mojej szkoły zobaczył, że czytam książkę o Johnie, i spytał się mnie, czy słyszałam o tym, że w Warszawie chcą nadać imię George’a jednej z ulic. Jak mu powiedziałam, że nawet się podpisałam pod petycją, to on puścił do mnie oko i powiedział ,,Ja też”. Więc nawet w moim rodzinnym Lublinie można znaleźć sprzymierzeńców tego pomysłu ; )
A co do artykułu, to dzisiaj rano słuchałam w Trójce reportażu, i trochę zdziwiły mnie wypowiedzi niektórych ludzi, ale ja jestem dobrej myśli i wiem, że się uda! I świetnie, że media nagłośniają tą sprawę. Trzymam kciuki!
I pomyśleć, że ludzie tak ograniczeni rządzą naszym krajem..
Kuba, ja wierzę, że się uda, trzymam za to kciuki i podziwiam Cię za determinację:)
Najbardziej szokujące, ze H. Szwankowska nie sprawdziła chociaż, kto to ten Harrison. Dżizus, to chyba jej obowiązek? Jak mogła zaopiniować wniosek? Minimum wysiłku niech włoży w swoją pracę!!!
Na całe szczęście członkowie Zespołu Nazewnictwa Miejskiego nie mają ostatecznego głosu. Jesteśmy z Tobą Kuba do końca, aż się uda. Sprawa nabiera coraz większego rozmachu, więc coś napewno z tego będzie
Powodzenia.
Zawsze znajdą się tacy ludzie, najważniejsze to nie przejmować się nimi i robić swoje! A na razie wszystko może się jeszcze udać…
A może zrobić jak z rondem Wolnego Tybetu? Nie oglądać się na Radę Miasta, tylko samemu zrobić…
@Pieniek Rada Miasta jeszcze nie podjęła decyzji, więc zanim podejmiemy takie spontaniczne akcje, poczekajmy na decyzję. Jak na razie rozmawiamy z radnymi.
ulica Georga harrisona jestem jak najbardziej za!